Monday, January 19, 2009

Trup z makijażem w luksusowej limuzynie…

Wystawcy proponują też zmarłemu elegancki wygląd. Oprócz wystawnych surdutów i sukni można na targach obejrzeć także środki do tanakokosmetyki: pudry, podkłady, a nawet kolorowe cienie i kredki do oczu, którymi upiększa się twarz zmarłych.

– Są bardzo trwałe, ale żeby wykonać nimi makijaż potrzebne jest specjalne przeszkolenie. Nie każdy to potrafi – zastrzega Agnieszka Mieczkowska ze stoiska z kosmetykami. 

Pogrzebowy absurd? 


– I jeszcze zamiast białego auta zażyczmy sobie eleganckiego karawanu, to będzie nam się wydawało że jesteśmy na weselu. Przecież to absurd – mówi o pogrzebowej modzie proboszcz archikatedry św. Jana Chrzciciela Bogdan Bartołd. – Jak słyszę o takich pogrzebach, to myślę sobie, że ci zmarli chętnie wstaliby z grobu i powiedzieli: dajcie nam święty spokój, nie róbcie cyrku.

Dodaje, że takie wystawne, a nawet udziwnione pogrzeby urządzają ludzie, którzy przedkładają „mieć“ nad „być“.

– A przecież największa jest wymowa prostej trumny z krzyżem. Dla chrześcijan śmierć nie jest końcem tylko etapem. Te wspaniałości nas dopiero czekają w niebie – dodaje Bartołd.

Na targach jest też hit sezonu. Za ok. 740 euro można kupić włoską trumnę z wizerunkiem Jana Pawła II. – Skoro ktoś wzorował się na papieżu za życia, może chce żeby był jego przewodnikiem też po śmierci – tłumaczy Przemysław Mękowski, który sprowadza takie trumny do Polski. 

– Wizerunek papieża w tym nie pomoże – dodaje ks. Bartołd. – A Jan Paweł II miał trumnę prostą. Liczy się człowiek i pamięć o nim, a nie „obudowa“.

Tomasz Salski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Funeralnego broni pogrzebowej mody. – Wystawne pogrzeby to nie jak w przypadku wesel „zastaw się, a postaw się“. To tylko chęć oddania czci i szacunku zmarłemu – przekonuje.

– Byleby ta oprawa szła w parze z troską o zbawienie człowieka – mówi prorektor praskiego seminarium duchownego ks. Marek Solarczyk.

Zycie Warszawy

Posted by FUNERAL HOME in 19:37:20 | Permalink | Comments (1) »

Po śmierci do trumny sosnowej albo do koszyka

Chociaż w naszej kulturze nadal dominuje pochówek w trumnie drewnianej, to pomału zaczynają do nas docierać nowinki z Zachodu i Północy. Na rozpoczętych w piątek targach funeralnych, które do soboty odbywają się w hali Expo przy ul. Prądzyńskiego 12/14, pojawiły się np. trumny i urny wiklinowe.

Z wikliny i tektury 

– W Polsce tego rodzaju trumny nie są jeszcze popularne tak jak w Anglii i Skandynawii – opowiada Urszula Bałutowska z firmy Delta-Rudnik, która je produkuje. – Tam związane są z tradycją celtycką, ale także ekologią. Całe wykonane z naturalnych materiałów, zamykane na drewniane skoble, bez użycia gwoździ. 

Trumny wiklinowe są używane do kremacji i tradycyjnych pogrzebów. Można zamówić też wiklinowe koszyki na urny i bardzo popularne małe trumny dla zwierząt. 

Duże zainteresowanie budzi też stoisko, na którym leży trumna z kartonu. Podstawowy model za ok. 80 zł przypomina zwykłe pudło do pakowania.

– Są też wersje lakierowane, imitujące drewno – mówi Marcin Malczewski, prezes firmy Eko-Ben ze Starych Babic. – W czasie ostatniego pożegnania wkładamy ją do specjalnego opakowania wyglądającego jak tradycyjna trumna. Potem ze specjalnej szuflady jest wysuwana do pieca krematoryjnego lub do grobu. Trumny mają też oryginalne kształty: trapezowe, opływowe. 

Drewno, z jakiego są wykonane trumny, to nie tylko tradycyjny dąb i sosna, ale też egzotyczne drzewo różane, machoń czy tiama rosnąca w Afryce. Ich wnętrza mogą być wyłożone bawełną, ale też satynową pościelą z koronkami i falbankami. Najdroższe modele kosztują nawet kilka tysięcy złotych.

Zycie Warszawy

Posted by FUNERAL HOME in 19:13:23 | Permalink | Comments (1) »

Jak zakład pogrzebowy zamienił trumny

Pracownicy zakładu pogrzebowego przełożyli zwłoki z kupionej przez rodzinę drewnianej trumny do skrzynki z pilśniowych płyt 
Anna R. zmarła w połowie sierpnia w szpitalu przy ul. Mickiewicza. Była już noc, gdy pracownica firmy pogrzebowej Concordia (ma wyłączność na obsługę w szpitalach miejskich) poinformowała rodzinę. – Przyjechałam do szpitala i oznajmiono mi, że muszę natychmiast kupić trumnę, bo tylko w niej można trzymać ciało do chłodni – mówi córka zmarłej, Teresa D.

Jako, że ostatnią wolą zmarłej było spopielenie, rodzina kupiła w Concordii za 350 zł stosowną drewnianą trumnę. – Pracownica biura zapewniała, że choć trumna ma okucia, to nadaje się do spopielenia. Nie chcieliśmy korzystać z usług Concordii, po zwłoki miała się zgłosić rano inna firma pogrzebowa i przewieźć ciało do kremacji – mówi Teresa D.

Jednak rankiem okazało się, że na kremację trzeba poczekać jeszcze dwa dni. – Zdecydowaliśmy więc, aby trumnę wystawiono w przyszpitalnej kaplicy. Gdy zjawiliśmy się w kaplicy, doznaliśmy szoku – relacjonuje córka zmarłej.

Oczom żałobników ukazała się trumna z płyty pilśniowej (jej cena to ok. 80 zł). Nie było przy niej żadnych symboli religijnych ani tabliczki z nazwiskiem zmarłej. Pracownicy Concordii nie potrafili wytłumaczyć, jakim cudem zamieniono trumny. – Być może chcieli zarobić albo zemścić się, że nie zamówiliśmy u nich pełnej usługi – zastanawia się Teresa D. – Inaczej nie potrafię sobie tego wyjaśnić.

- Pamiętam ten przykry incydent – mówi Wojciech Kaniowski, współwłaściciel Concordii – Rzeczywiście zwłoki zostały przełożone, ale tylko dlatego, że trumna, którą zakupiła rodzina zmarłej, nie nadaje się do kremacji. Trzeba by wyrywać okucia – tłumaczy. – Zapewniam, że nikt nie chciał zarabiać ani odgrywać się, bo pochówkiem zajmie się ktoś inny.

- To bzdurne tłumaczenie – ripostuje Teresa D. – Gdybyśmy w ostatniej chwili nie zamówili wystawienia trumny w kaplicy, zamiana by się nie wydała. Po naszej interwencji trumna, którą kupiliśmy wcześniej, została nam zwrócona i w niej moja mama została skremowana.

Teraz spór między rodziną Anny R. a zakładem pogrzebowym będzie rozstrzygała policja. – Przyjęliśmy zgłoszenie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa – potwierdza nadkom. Joanna Lazar z Komendy Miejskiej Policji.- Wszczęte zostało w tej sprawie dochodzenie. Badamy, czy nie doszło do przestępstwa zbezczeszczenia zwłok.

Gazeta Pl

Posted by FUNERAL HOME in 18:54:01 | Permalink | Comments (1) »

Tuesday, January 13, 2009

Karawan jak karetka

Amerykańscy przedsiębiorcy pogrzebowi mogą kupić urządzenie, które zmienia światła uliczne, tak aby karawan miał zawsze zielone.

Kultura Pogrzebu

Posted by FUNERAL HOME in 21:37:25 | Permalink | Comments (1) »

Piękne miasto do umierania

Trzeba kochać śmierć, jeśli kocha się życie – mawiają wiedeńczycy
Stuprocentowi wiedeńczycy Johann Strauss ojciec i Johann Strauss syn owładnięci byli strachem przed podróżowaniem, starością, chorobą i śmiercią. Na przekór swym fobiom stworzyli nieśmiertelną muzykę – wiedeńskie walce. Pod ich błogą fasadą zawsze można odnaleźć melancholię i żal. Wiedeńczycy są ze śmiercią za pan brat. Szanują ją, potrafią z niej żartować, umieją się nią nawet zachwycać. To z Wiednia pochodzi określenie schöne Leich (piękny trup), oznaczające wybitnie udany pogrzeb. Hanne Egghardt w swojej publikacji “Wiedeń i śmierć” twierdzi, że skoro kochamy życie (a wiedeńczycy na pewno je kochają), musimy też kochać śmierć – nieodłączną jego część.Muzeum… pochówku
Wiedeń jest miastem, w którym nie sposób się uwolnić od nieboszczyków. W barze Trześniewskich między klientami krąży duch dawnego bywalca lokalu Franza Kafki. Bezdomny poeta Peter Altenberg bywał w Café Central tak często, że po jego śmierci przy pustym stoliku właściciele posadzili manekina literata. Sam Ludwig van Beethoven ma w Wiedniu kilkadziesiąt miejsc pamięci. Duchy pisarzy, kompozytorów i polityków krążą nad Graben, Kohlmarktem i Kärtnerstrasse.
Wiedeń słynie ze swoich zbiorów muzealnych. Nie ma w Europie Środkowej drugiego takiego miasta, gdzie Tycjan wisi obok Caravaggia, a by zobaczyć “Sąd Ostateczny” Hieronima Boscha, wystarczy przejść na drugą stronę ulicy. Kogo nudzi sztuka, uda się do Muzeum Globusów albo Muzeum Gulaszu.

Niepoprawni amatorzy śmierci wybiorą jednak Muzeum Zbrodni, Muzeum Pochówku lub Muzeum Patologii, zawierające kolekcję 42 tys. eksponatów zdeformowanych ludzkich ciał.
Dyrektor mieszczącego się przy Miejskim Zakładzie Pogrzebowym Muzeum Pochówków Heinz Riedel pasjonuje się swymi zbiorami. – Prowadzę muzeum od 15 lat. Po takim czasie trudno się nie utożsamiać z pracą – śmieje się. W gablocie muzeum błyszczy nóż, który wykwalifikowany lekarz, na prośbę rodziny, wbijał w serce trupa. Dla pewności. Zabieg taki kosztował 100 florenów, a w zbiorach muzeum są rachunki świadczące o tym, że wielu bliskich decydowało się na ten desperacki krok.
Wizjonerski pomysł pogrzebowy zgłosili w 1874 r. inżynierowie Feldbinger i Hudetz. Według ich projektu, trumny trafiałyby wprost do grobowców “pocztą pneumatyczną”. Tunel miał mieć kilometr długości i działać na zasadzie kompresji powietrza. Niestety, rozwiązanie wyceniono na milion florenów i odstąpiono od realizacji. Tym bardziej że wiedeńczycy za ekstrawagancją nie przepadają. Ledwie pół roku przetrwała “pogrzebowa” inicjatywa cesarza Józefa II. Ten niestrudzony reformator uznał, że w obliczu trudności ekonomicznych grzebanie zmarłych w ubraniu i w trumnie to zwykła rozrzutność. Dlatego polecił skonstruować trumnę wielorazowego użytku. Jeden z egzemplarzy stoi do dziś w Muzeum Pochówku i należy do ulubionych eksponatów Heinza Riedla. Dyrektor z lubością pociąga za dźwignię zwalniającą blokadę, dno trumny otwiera się niczym zapadnia szafotu, a zwiedzającym pozostaje wyobrazić sobie zaszytego w płóciennym worku trupa wpadającego do mogiły. Fascynacji dyrektora Riedla i cesarza Józefa nie podzielali wiedeńczycy, a wyraz temu dali w ulicznych zamieszkach.
We wschodniej części Wiednia w 1874 r. otwarto gigantyczny Cmentarz Centralny. To miasto nieboszczyków, jak szybko nazwano Zentralfriedhof, miało “dzielnice” katolicką, protestancką i żydowską. Elegancki cmentarz o regularnym układzie alej szybko stał się austriackim panteonem. Turyści wyposażeni w szczegółowe mapy szukają tu dziś grobów Johannesa Brahmsa, obu Johannów Straussów, Ludwika van Beethovena, Franza Schuberta, pisarza Arthura Schnitzlera i Curda Jurgensa.
Cmentarz towarzyski
Ktoś nazwał Cmentarz Centralny afrodyzjakiem dla nekrofilów. Zentralfriedhof zajmuje prawie 2,5 km? i jest największym cmentarzyskiem Europy. Trzysta tysięcy grobów kryje trzy miliony ludzkich ciał. Cmentarz pełni jednak również funkcję lubianego przez wiedeńczyków miejsca spotkań. Jeśli masz szczęście i trafisz na porządny pogrzeb, możesz wysłuchać “Ave Maria” w wykonaniu chóru Opery Wiedeńskiej albo marsza żałobnego granego przez Wiedeńskich Filharmoników. Udział artystów w uroczystościach dodaje ceremonii jakże pożądanego w austriackiej stolicy szyku. Mniej wyrafinowani, za to równie popularni grajkowie z wiedeńskich winiarni ułożyli nawet kuplet na stulecie cmentarza:

Niech żyje Cmentarz Centralny
I wszyscy jego zmarli
Klimat jest tu jak za życia
Hip, hip hura! – to nieboszczyki
Świętują swe setne urodziny!

Pogrzeb pierwszej klasy
Kiedy latem 1914 r. na ulicach stolicy Bośni i Hercegowiny rozległy się śmiertelne wystrzały, wiadomo było, że arcyksiążę Ferdynand nie spocznie w krypcie Habsburgów. Zabraniała tego etykieta. Następca tronu, biorąc ślub z Zofią Chotek von Chotkową und Wognin, popełnił bowiem mezalians. Zofia pochodziła wprawdzie z jednej z najstarszych szlacheckich rodzin w Czechach, ale była zaledwie hrabianką. Z takim zaś tytułem prawo pochówku w Krypcie Kapucynów nie przysługiwało. Arcyksiążę wyraził pragnienie bycia pogrzebanym obok żony, dlatego po tym jak kule bośniackiego spiskowca Gawriły Principa dosięgły obojga 28 czerwca na moście nad Miliczką, ciała następcy tronu i księżnej Zofii pochowano na zamku w Artstetten, 80 km na zachód od Wiednia.
Dziś pochówek pierwszej klasy w Wiedniu może sobie zamówić każdy. Pod warunkiem że go na to stać. A że wiedeńczycy należą raczej do ludzi zamożnych, prawie połowa pogrzebów w austriackiej stolicy to erste Klasse-Begräbnis (pogrzeb pierwszej klasy). Heinz Riedel przyznaje, że można wprawdzie wyprawić pogrzeb za 17 tys. szylingów (dyrektor nie ma głowy do euro), ale zazwyczaj rachunki w jego przedsiębiorstwie nie schodzą poniżej 30-35 tys. (około 9 tys. zł). Szacunek dla zmarłych zobowiązuje.
O klasie pogrzebu świadczy też rozmiar stypy. Z tramwaju linii 71 już z daleka widać figurę Jezusa Chrystusa nad restauracją Schloss Concordia. Rzeźba przywodzi na myśl słynny posąg Zbawiciela z Rio de Janeiro. Wita gości szeroko otwartymi ramionami. W tym dawnym zakładzie kamieniarskim poważanej za czasów cesarsko-królewskich firmy Sommer & Weniger, naprzeciwko bramy wejściowej Cmentarza Centralnego, wiedeńczycy pocieszają się nad wiener schnitzlem i struclą jabłkową. Żałoba nie jest w Austrii niczym wstydliwym. Jej ważność podkreślał już słynny wiedeńczyk Zygmunt Freud. Podczas gdy nowoczesne społeczeństwa uważają stan żałoby za chorobliwy, ojciec psychoanalizy i jego następcy głosili, że jest czymś naturalnym. Podobnie jak zbiorowe pocieszanie. Mieszkańcy Wiednia doskonale to rozumieją, stąd stypa w Schloss Concordia należy do stałych elementów schöne Leich. W przycmentarnej restauracji urządza się zresztą okolicznościowe bankiety i spotkania, nie mające związku z pogrzebem. Wiedeńczycy po prostu lubią to miejsce.
Podobnie jest na Cmentarzu Bezimiennych na wybrzeżu Albert. Od lat chowa się tu wyłowione z rzeki ciała samobójców, ludzi, których tożsamości nie można ustalić. Cmentarz otaczają ogródki działkowe i letniskowe dacze. W tym idyllicznym krajobrazie mieści się niewielka Stube, knajpka serwująca wiedeńską kuchnię domową. Zwie się po prostu Przy Cmentarzu Bezimiennych, co nie przeszkadza gościom jadać tu latem pod kasztanowcami i lipami kiszone kiełbaski, zupę rybną po węgiersku, talerz zimnych przekąsek czy karpia, w zależności od upodobania pieczonego albo serwowanego na sposób serbski. W cieniu cmentarza, przy kieliszku Sturm (młodego wina), emeryci dyskutują o dolegliwościach zdrowotnych, a młodzi rowerzyści cieszą się ładną pogodą.
Na Cmentarzu Centralnym odbywają się nawet polowania. Niestrudzony badacz wiedeńskich nekropolii, wybitny włoski germanista Claudio Magris uczestniczył kiedyś w sezonowym odstrzale zajęcy i bażantów grasujących po Zentralfriedhofie. Chodząc o świcie po tym – jak mawiają Austriacy – mieście innych wiedeńczyków, w towarzystwie jednego z trzech wynajętych przez magistrat myśliwych, wymyślił takie oto zdanie: “Śmierć jest nieszkodliwa, dobrze wychowana i dyskretna, nie przeszkadza i nikogo nie krzywdzi; to życie wprowadza zamęt, hałasuje, niszczy, atakuje, a więc trzeba je hamować, aby nie było zbyt żywe”.
Wiedeńczycy lubią śpiewać o śmierci. W Heurigen, typowych wiedeńskich lokalach, w których pija się młode wino i śpiewa, nierzadko można usłyszeć: “Sprzedajcie moje ubranie, idź do nieba”. Pieśni Heurigen nie są makabryczne, a śmierć nie ma w nich złowieszczego charakteru. Pojawia się raczej jako przyjaciel, z którym spotkanie wydaje się nieuchronne. W Wiedniu nawet umrzeć trzeba z klasą.

Śmierć musi być wiedeńczykiem,
tak jak miłość jest Francuzką.
Któż inny tak punktualnie powiedzie cię do nieba bram?
Tylko wiedeńczyk ma takie wyczucie.

Śmierć musi być wiedeńczykiem,
tylko wiedeńczyk znajdzie właściwy ton.

Wprost 24

Posted by FUNERAL HOME in 21:27:13 | Permalink | Comments (1) »

Rum z wkładką

Węgierscy robotnicy, którzy podczas odnawiania starego domu odkryli beczkę z rumem i postanowili go wypić, przeżyli przykrą niespodziankę. Kiedy osuszyli beczkę do dna, odkryli na dnie… zwłoki mężczyzny.

Kultura Pogrzebu

Posted by FUNERAL HOME in 20:15:14 | Permalink | Comments (1) »

Ozdobili prochami drzewka

Pięć ceramicznych drzew pokrytych szkliwem z ludzkich prochów znalazło się na wystawie sztuki w londyńskim Camberwell College of Arts. Emma Fenelon, która jest autorką wystawy, zamieściła ogłoszenia w Internecie poszukując ludzi, którzy zgodziliby się podarować spopielone szczątki swoich bliskich.

Kultura Pogrzebu

Posted by FUNERAL HOME in 19:22:06 | Permalink | Comments (2)

Zielony pogrzeb

Na świecie coraz bardziej zyskuje na popularności trend “natural burial”. Początkowo był on popularny w
Wielkiej Brytanii, niedawno przeniósł się do USA i Europy kontynentalnej. Biorąc pod uwagę rozmiar rynku
(np. w USA przemysł pogrzebowy szacowany jest na 11 miliardów USD) i nowe zielone trendy można
oczekiwać rozwoju tej nietypowej niszy rynkowej.
Jak dotąd kremacja uchodziła za najbardziej przyjazną środowisku metodę pochówku, ale w związku z emisją
w procesie spalania, wydaje się, że przestała być najlepszą opcją. Zastąpiły ją “naturalne pogrzeby”. 
Naturalny pochówek” nie wymaga ani laminowanych urn czy cementu itp. Wybiera się trumny i urny z
naturalnych włókien czy z fair-trade bambusu. Są również bardziej klasyczne rozwiązania, jak trumny
zrobione z drewna certyfikowanego przez Forest Stewardship Council. Za najprostszą kartonową trumnę
zapłacimy w USA około 100 USD, ale koszt ręcznie robionego i malowanego modelu sięgnie już 3000 USD. 
Niezależna organizacja nonprofit Green Burial Council pracuje nad systemem certyfikacji, który
weryfikowałby jakość dostarczanych usług. 
Więcej informacji można znaleźć na stronach: 
Green Burial Council 
The centre for Natural Burial

Klubgaja Pl

Posted by FUNERAL HOME in 17:08:45 | Permalink | No Comments »

Taksówka wjechała w karawan

Do makabrycznego zdarzenia doszło w stolicy Filipin, Manili. Taksówka wbiła się w karawan, z którego wypadło ciało, które następnie przejechał inny samochód.

Kultura Pogrzebu

Posted by FUNERAL HOME in 16:10:18 | Permalink | Comments (2)

Z marychą w trumnie

Rutynowa kontrola drogowa w Salisaw w stanie Oklahoma (USA) zakończyła się wpadką handlarzy narkotyków, którzy przewozili „towar” w trumnach. Policjanci zatrzymali ciężarówkę, która nieznacznie przekroczyła dozwoloną prędkość. Przed wypisaniem mandatu stróże prawa zajrzeli do wypełnionej trumnami ładowni samochodu.

Kultura Pogrzebu

Posted by FUNERAL HOME in 16:04:59 | Permalink | No Comments »