Prokurator, nauczyciele akademiccy ani nawet groźba wyrzucenia ze studiów nie są w stanie przestraszyć studentów medycyny, którzy handlują czaszkami
Na tablicy ogłoszeń w Collegium Anatomicum Uniwersytetu Medycznego znów znaleźliśmy szokujące ogłoszenie. Autor anonsu chciał sprzedać kilka podręczników, skryptów akademickich i… czaszkę. Zadzwoniliśmy pod wskazany numer telefonu.
- Za późno - powiedział student. - Czaszkę już sprzedałam za 330 złotych. Dobrze się z niej uczyło. Miała widoczne wszystkie szwy i wyrostki. Ułamany był tylko łuk jarzmowy. Ale przez to lepiej było widać środek.
Dla studentów ludzka czaszka jest pomocą naukową. To najtrudniejsza do opanowania kość. Ma wiele niemożliwych do odwzorowania szczegółów: otworów, wyrostków, kolców. Uczelnia udostępnia żakom kości. Można się ich uczyć na miejscu, w Collegium Anatomicum. Jednak studenci wolą mieć je na własność.
Handel ludzkimi szczątkami nie jest nowym problemem na łódzkiej uczelni medycznej. O procederze pisaliśmy rok temu. Wtedy student chciał sprzedać za 200 zł czaszkę dziecka. Skąd ją miał? Kupił z ogłoszenia. A poprzedni właściciel załatwił ją z cmentarza.
Po naszych artykułach sprawą zainteresowały się władze uczelni i prokuratura.
- Jeśli rzeczywiście studenci zlecają wykopanie kości, to popełniają przestępstwo - nie miał wątpliwości Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury okręgowej. - Za ograbienie grobu i znieważenie ludzkich szczątków grozi do ośmiu lat więzienia.
Władze UM ostrzegały, że za handel kośćmi grożą studentom najsurowsze konsekwencje. I co?
Mirosław Wdowczyk, rzecznik UM, zapewnia: - Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Pracownicy Collegium Anatomicum zostali zobowiązani do poinformowania studentów, że sprzedaż czaszek jest nielegalna. Żakom zakazano wywieszać ogłoszenia o sprzedaży kości. Wiadomo też, że jeśli przyłapiemy kogoś na tym procederze, będziemy musieli zawiadomić prokuraturę i wyciągnąć najsurowsze konsekwencje na jakie pozwala regulamin studiów. Możemy tylko wyrazić ubolewanie, że to wszystko nie wystarcza. Przecież nie będziemy likwidować tablic z ogłoszeniami.
Prof. Kazimierz Szewczyk, kierownik Zakładu Etyki i Filozofii Medycyny: - Na zajęciach tłumaczę, że handel kośćmi jest absolutnie nieetyczny. Niektórzy słuchają, ale nie wszyscy. W ubiegłym tygodniu zaczepił mnie facet, który wiedząc, gdzie pracuję, spytał, czy nie sprzedałbym mu czaszki, dla jego krewniaka studenta. Ręce mi opadły. Pocieszam się tylko tym, że problem sam się rozwiąże. Dziś już nie sposób kupić czaszki od grabarza.
Gazeta Pl